Pierwszy raz w Beskidzie Wyspowym

Pierwszy raz w Beskidzie Wyspowym

Różne krainy geograficzne przemierzyłam, ale w Beskidzie Wyspowym jeszcze mnie nie było. Do wczoraj. Spontaniczny wyjazd okazał się strzałem w dziesiątkę, ponieważ pogoda była wspaniała. Widoki zniewalające, a przy tym cudowne słoneczko. Gdyby wiatr głowy nie urywał, byłoby jak w raju.

Beskid Wyspowy, jak nazwa wskazuje, jest złożony z kilkunastu gór, które nie są połączone w pasma, lecz stanowią osobne wyspy. Wyjątek stanowi m.in. Pasmo Łososińskie i Ciecień. Jadąc w te rejony, ma się wrażenie ogromnej przestrzeni przez te luki między górami. Przyzwyczajona do zwartej grupy gór w Bieszczadach, zobaczywszy panoramę z polany Wyśnikówka, zgłupiałam totalnie. Nie wiedziałam w którą stronę mam patrzeć i co to za góry w około, choć topografię znam – można powiedzieć – nie najgorzej.

 

Pojechaliśmy w okolice Limanowej i dalej na Przeł. Rydza-Śmigłego w celu obrania kierunku i zdobycia najwyższego szczytu Beskidu Wyspowego – Mogielicy. Szlak zielony prowadził lasem jodłowo-świerkowym, mieszanym i buczynowym na zmianę. Warto tutaj nadmienić, że w partii szczytowej Mogielicy jest rezerwat chroniący jedyny bór górnoreglowy w Beskidzie Wyspowym. Na szczyt szliśmy ok. 3h, ponieważ nie mogłoby się obyć bez setek zdjęć i gapienia się w krajobraz. Ale ja już tak mam, że w górach lubię się włóczyć zamiast biegać. Podejście im wyżej, tym bardziej strome, poza tym na szlaku wciąż sporo śniegu, a na szczycie miejscami ok. 1-1,5 m. Wieża widokowa na wierzchołku Mogielicy jest wysoka i sięga sporo ponad las, więc można podziwiać panoramę naokoło, czyli od Beskidu Śląskiego, Małej Fatry na Słowacji, Beskidów Małego i Makowskiego przez Tatry, Gorce, Małe Pieniny, Beskid Sądecki, aż po Beskid Niski, a od północnej strony Pogórze Wiśnickie i Podgórze Bocheńskie. Pomimo porywistego wiatru, wdrapałam się na wieżę, choć miałam wrażenie, że zaraz mnie stamtąd zdmuchnie. Cóż, nie jestem zbyt ciężka.

 

Schodziło się bardzo przyjemnie, choć trzeba było uważać na mokry śnieg – łatwo było się poślizgnąć. Doszłam do asfaltu i zaczęły się jęki. Moje buty nie są zbyt miękkie, więc twarde podłoże daje się we znaki. Były to bardzo długie 3 km. Doszłam do Przeł. Słopnickiej i tam czekał na mnie transport do domu. Całość przejścia zajęła mi ok. 6h z przerwami na zdjęcia, posiłek, dumanie nad sensem zakupu owych butów i zachwycaniem się pięknem świata.

Przebieg szlaku jest moim zdaniem średnio zaawansowany. Jeśli ktoś zna swoje tempo i umie je utrzymać, to nie będzie miał problemu z podejściem. Co innego jeśli chodzi o początkujących o chaotycznym sposobie chodzenia – mogą się zmęczyć. Co do oznakowania – trzeba się postarać aby się zgubić. Szlak jest popularny i widać każdy znaczek na drzewie.

Jak najbardziej polecam i Beskid Wyspowy wpisuję na listę swoich przyszłościowych planów i miejsc do powrotu. Kto wie, może nawet jakiś projekt tam powstanie.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *